Bo swędzą...



Średnio raz na dobę czuję w nich jakieś mrowienie, oczy zaczynają szukać czegoś w domu, usiąść na ... nie mogę - no coś muszę zrobić. Ale to nie może być tak, że się jedną rzeczą zajmę na dłużej, dajmy na to na miesiąc, nie daj Boże cały rok :) To muszą być rzeczy ciągle nowe, najlepiej niezwiązane z sobą, żeby trzeba było szukać nowych narzędzi, przydasiów i innych drobiazgów. Kieszeń jeszcze tę moją chorobę wytrzymuje, ale jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie zmienić mieszkanko na dom albo jakiś magazyn wynająć :P

poniedziałek, 16 marca 2015

Marcowe wyzwanie blogowe - dzień 4

Z opóźnieniem, ale obiecałam sobie, że dociągnę to wyzwanie do końca. Zatem czwarty temat z listy Uli to...



Nowa?? Eee, nie taka znowu nowa, ale na pewno najnowsza :) Oczywiście szycie. 
Zaczynałam mając jakieś osiem, może dziewięć lat, na starej maszynie babci. Szyłam króliczki - maskotki, potem ubranka dla Barbie, jakieś nieskomplikowane stroje do szkolnych przedstawień. Potem długa przerwa i powrót do maszyny, tym razem trochę poważniej. Jakaś pościel, firanki i takie tam drobiazgi. Od Teściowej dostałam maszynę pod choinkę :) Ale i tak przez kilka lat służyła tylko do skracania spodni, szycia prostych maskotek dla Starszej, szczytem było uszycie falbaniastej spódnicy na gumce dla dziewczynki do tańca.
W 2012 na warsztatach organizowanych przez Kwiat Dolnośląski poznałam Stefcię. Uszyłam wtedy u niej tildowego królika - na koniec warsztatów wyglądał tak, a po wykończeniu...



Rok później latem - torbę i kosmetyczkę, które można zobaczyć tutaj. Potem umówiłam się na osobiste warsztaty ze Stefą u Róży Rozpruwacz (tak, tak - jeżdżę 200 kilometrów, żeby sobie poszyć w doborowym towarzystwie). Tam zabrałam się za coś tak wielkiego, że do dzisiaj się dziwię, że to ja uszyłam, osobistymi rękami :P



Jesienią uczyłam się szyć patchworkową gwiazdę 


a mój Łucznik dostał pokrowiec.


Na ostatnim zlocie spędziłam ze Stefą całe trzy dni - spałam w sumie osiem godzin (przez cały weekend) i szyłam, szyłam, szyłam... I chyba to wtedy podjęłam decyzję o tym, że idę do szkoły krawieckiej. Teraz uczę się konstrukcji odzieży, stylizacji i szyję. Może nie tak dużo, jakbym chciała, ale zawsze moje umiejętności idą do przodu. I spotykam się z fantastycznymi dziewczynami z grupy Częstochowa Szyje

A o tym, że to obsesja niech świadczy fakt, że mogłabym jeszcze pisać, ale się ograniczam :) Ten post mógłby mieć kilometrową długość :P

środa, 11 marca 2015

Marcowe wyzwanie blogowe - dzień 3.

Kiedy decydowałam się na wyzwanie Uli, rzuciłam okiem na tematy, uznałam, że ok i poszłam dalej. Ale gdy dzisiaj rano spojrzałam, co muszę napisać, pomyślałam: oj, grubo :P 


Jak można mieć aż trzy sposoby na coś?? Sposób na wszystko musi być jeden, sprawdzony i niezawodny. Trzy sposoby to aż nadto. 
No więc chodziłam cały dzień i myślałam. W końcu wpadłam na pomysł :) Oto moje trzy sposoby na...

Bezwenie czyli totalną pustkę w mózgu :)

Kiedy natychmiast potrzebuję natchnienia robię jedną z wymienionych niżej czynności (pierwsza zadziałała dzisiaj).

Kąpiel, Mydło, Perfumy, Butelka, Olej

1. Kąpiel. W ciepłej wodzie, z pachnącą pianą, w ciszy i spokoju (o ile można ją mieć z dziećmi koczującymi pod drzwiami). Działa zawsze, pomimo tego, że nie mam wanny i muszę korzystać ze swojej kreatywności, żeby się poskładać w origami pasujące do głębokiego brodzika :D Minus jest taki, że wszystko muszę zapamiętać, bo ciężko się pisze mokrymi łapkami.

Auto, Porsche, 911, Muzeum, Stuttgart


2. Jazda autem. Moje nie takie piękne, jak to ze zdjęcia, ale też spełnia swoje zadanie :) Wsiadam, włączam muzykę odpowiednią do nastroju, pojeżdżę trochę (czasem bez celu, czasem po coś) i najczęściej pomysł jest. I znowu trzeba pamiętać, bo łapki zajęte.


Gorąca Czekolada, Lumumba, Koniak

3. Czekolada. Najlepsze rozwiązanie dla mnie. Zawsze duża, zawsze z bitą śmietaną a czasem nawet z lodami, bo kalorii nie liczę. Zresztą piję ją, żeby się dobrze myślało a mózg potrzebuje cukrów, żeby żyć, więc właściwie robię to dla niego :P Czekolada ma jeszcze tę wielką zaletę, że zwykle stoi na stoliku w mojej ulubionej kawiarni a na stoliku mieści się mój kalendarz, więc wszystko mogę zapisać :)

A Wy, który sposób wybieracie? A może podsuniecie mi jakiś inny?

wtorek, 10 marca 2015

Marcowe wyzwanie blogowe - dzień 2

Dzisiaj drugi dzień wyzwania u Uli, czas na post fotograficzny. Hasło dnia:


Pierwsze skojarzenie - przetwory :) Ale ja dawno nic nie robiłam a o zdjęciu to w ogóle nie ma mowy, nawet sprzed lat. I co teraz? A potem olśnienie! Przecież mam w domu coś, co robię sama - sukienki mojej Małej (znaczy się Starszej też mam, ale tu zgody na publikację zdjęcia nie ma i nie będzie :P ). Dwie z nich wzięły nawet udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej. A zatem, zapraszam do oglądania :)

* wariacja na temat sukienki Carolina Dress ze strony Shwinandshwin,



* tunika z wykroju IzzyTop, zdjęcie: Agnieszka z Grafistudio,



* sukienka Party Dress, zdjęcia: Agnieszka.




Mam jeszcze dwie rozpoczęte, czekające na wykończenie. I sporo pomysłów na inne sukieneczki :)

poniedziałek, 9 marca 2015

Marcowe wyzwanie blogowe - dzień 1.

Ula znowu ogłosiła wyzwanie, w czasie którego będziecie mogli co nieco się o mnie dowiedzieć. Lubię jej wyzwania, bo piszę wtedy o sprawach, które same pewnie nie przyszłyby mi do głowy, żeby się nimi z Wami podzielić :P

Temat dzisiejszego wyzwania:


Tulipany, Bukiet, Wiosna, Osterglocken

Po pierwsze czekam, żeby przyszła :) Kocham wiosnę (zimy nie cierpię, bo ciągle mi zimno), tęsknię za nią, uwielbiam zielone listki na drzewach i krzaczkach, czyste niebieskie niebo i ptaki, które ćwierkają za oknem.

A plany? Na tę akurat wiosnę są spore. Jedne sprecyzowane, inne gdzieś się tam rysują dopiero na horyzoncie. Ale pierwszy punkt jest taki:

* zobaczyć krokusy w Tatrach - może ktoś wie, czy już kwitną?

Krokus, Kwiat, Wiosna, Bühen, Purpurowy

A dalej? 
* sprawić, żeby pracownia nie wyglądała jak zabałaganiony strych :P
* wrócić do szkoły, oczywiście krawieckiej (bardzo ważne dla mnie, ale trudne ostatnio do wykonania),
* szyć na potęgę :)

Quilting, Mozaiki, Szycia, Tkanina

I wbić sobie raz na zawsze do głowy, że wszystko mogę a nic nie muszę. 


niedziela, 8 marca 2015

Upiększam.

Tym razem moje miejsce do szycia, pracownię tak zwaną :) Wprawdzie do prawdziwej pracowni jeszcze jej daleko a bałagan tam taki, że nawet jednego zdjęcia się nie da zrobić, ale upiększać można a nawet trzeba. A wszystko przez przypadek. Po prostu sprzątałam w swoich robótkowych czasopismach i wpadł mi w ręce 220. numer The World of Cross Stitching. W środku haft autorstwa Helz Cuppleditch. 


W sam raz na moją ścianę. Nie czekając wyjęłam kanwę, mulinę DMC i jazda :) Pierwsze krzyżyki powstały, ale bez wizyty w pasmanterii się nie obędzie.



I małe zbliżenie na półeczkę ze słodkościami. U mnie też już niedługo takie będą, półki czekają na spotkanie z wiertarką :)


piątek, 6 marca 2015

Czasem się odchodzi, czasem się wraca :)

Wkurzyłam się. W związku z błędem - nikt nie wie jakim, ale na pewno u nas na komputerach - nie mogę się dostać na mojego bloga o szyciu. Od dwóch tygodni. I naszła mnie taka oto refleksja: po co poprawiać coś, co działa. Więc wracam tutaj na dobre, odkurzam, sprzątam i piszę. A mam ostatnio o czym, bo sporo się dzieje, mimo niechęci do maszyny, która mnie ogarnęła jakiś czas temu. 

W związku z tym, że muszę trochę przemeblowań poczynić i spróbować odzyskać posty z wordpressowego bloga, zacznę od wyzwania u Uli. 


Na blogu Sen Mai co miesiąc ogłaszane jest wyzwanie pod hasłem "5 dni do lepszego bloga". Tematy na marzec są takie:

* Dzień 1:  Moje plany na wiosnę.
* Dzień 2:  Domowej roboty...
* Dzień 3:  Trzy sposoby na...
* Dzień 4:  Nowa obsesja/pasja.
* Dzień 5:  Produkty, które każda kobieta powinna mieć.

Dzień drugi i piąty to wyzwania fotograficzne, pozostałe posty są opisowe. Będzie się można trochę o mnie dowiedzieć. 

sobota, 31 stycznia 2015

52 projekty w 52 tygodnie

Taką akcję ogłosiła u siebie na blogu Yadis. Potrzebuję motywatora, nie ma co ukrywać, więc dołączyłam. I od razu przedstawiam projekt nr 1 - bransoletkę szydełkową, którą noszę teraz codziennie, szczególnie, gdy szyję :) Akcent krawiecki chyba widać, nie?



Na moim drugim blogu niebawem o typowo krawieckim projekcie nr 2.

czwartek, 25 września 2014

Podziały, przeprowadzki, itp.

Blog od jakiegoś czasu kuleje. Ponieważ:

  • poznałam niedawno Wordpressa i bardzo mi się spodobał,
  • zajmuję się ostatnio głównie szyciem i kieruję swe kroki w tę stronę,
  • chciałabym w niedługim czasie zająć się tym profesjonalnie,
  • czuję potrzebę uporządkowania i przejrzystości,
dlatego zapraszam Was w nowe miejsce. 


Zdarza mi się jednak czasami zrobić coś nieszyciowego. Dlatego ten blog również pozostaje. Dalej będę tu pokazywać krzyżyki, biżuterię i inne robótki, ale na szycie zapraszam tam. Na nowym blogu znajdziecie trochę rad dla początkujących krawcowych (z racji uczęszczania przeze mnie na profesjonalny kurs krawiecki), prace znalezione w sieci, które mnie inspirują, blogi szyciowe, które podczytuję (zagraniczne raczej oglądam :P ) i oczywiście to, co sama uszyję. 

Mam nadzieję, że nadal będziecie mnie odwiedzać, bo przecież zmiana adresu to nie wyprowadzka na koniec świata :)

piątek, 22 sierpnia 2014

Troszkę porządków

Poznanie Uli, na której wyzwanie odpowiedziałam niedawno spowodowało, że zaczynam się przyglądać swojemu blogowi innymi oczami. Pilnie chłonę jej artykuły na temat blogowania i wprowadzam zmiany. Dzisiaj stworzyłam pasek z kategoriami - najważniejszymi dla mnie - i z ciekawości przejrzałam posty oznaczone tymi etykietami. Jakie ja fajne rzeczy robiłam :) Zachciało mi się do nich wrócić: do krzyżyków, do koralików, do szycia. Pierwszy raz pomyślałam dzisiaj: niech się skończą wakacje, wrócę do domu i zabiorę się do pracy. Czekają na mnie niektóre hafty (do skończenia), bransoletki (do sfotografowania i pochwalenia się), szyciowe projekty (do wykończenia czy zrealizowania). Czeka też na mnie sporo zmian, zaplanowanych już dawno, ale odkładanych na kiedyś tam.

Jeżeli ktoś z Was chce skorzystać z fantastycznych porad Uli na temat blogowania, niech zajrzy do niej na blog i zapisze się na jej newsletter (warto!). Artykuł o kategoriach, z którego skorzystałam dzisiaj, jest tutaj.

piątek, 18 lipca 2014

5 dni do lepszego bloga - dzień 5

Temat: Mój typowy dzień.

Temat tego wyzwania, za każdym razem, gdy na niego patrzę, powoduje, że uśmiecham się pod nosem. A co to jest typowy dzień? Istnieje coś takiego w ogóle, kiedy ma się w domu:
  • jedną zbuntowaną piekielnie inteligentną 13-latkę, 
  • jedną 4-letnią, nie mniej inteligentną astmatyczkę,
  • jednego naukowca (oszczędźmy mu wyciągania metryki)
  • jedną czarną złośliwą kocicę (tak tak, złośliwą, no bo jak nazwać to, że układa się tylko na moich ubraniach i tylko na moich tkaninach i tylko na moich rzeczach, które szyję?)
Tu nie ma miejsca na "typowość". Ciągle coś się dzieje, ciągle coś wyskakuje, plany są zwykle weryfikowane przez życie i naprawdę rzadko zdarza się, że coś, co było zaplanowane udało się zrealizować od A do Z bez zmian.

No ale wyobraźmy sobie, że eliminujemy wyskoki dzieci i zdarza się coś takiego, co można nazwać spokojem :P Wtedy moje dni wyglądają tak:

Idę do pracy na ranną zmianę:

5.00 - obudzić się (co czasami trwa i z 15 minut), ogarnąć siebie, trochę dom, przygotować rzeczy do pracy.
6.00 - obudzić małą, ubrać, dać leki, wpakować do auta, zabrać do przedszkola.
7.00 - praca. W zależności od dnia kończę o 15, o 11, o 10 - różnie to bywa. Jeśli kończę wcześniej, jadę do domu, zaliczam prace porządkowe, pranie, zakupy, czasem szyję. W tygodniu nie gotuję, bo wszyscy jemy w swoich placówkach oświatowych :P Szczerze mówiąc tęsknię za garami, w weekendy i wakacje się wyżywam :) Jeśli kończę wcześniej, to przed 15 jadę po małą i męża, wracamy do domu.
Około 16.00 wszyscy są w domu, ogarniamy lekcje, zabawy z małą, rozmowy, przytulaski, kłótnie o sprzątanie w swoich pokojach, czasem jadę do pacjenta (jestem logopedą), czasem szyję.
Około 19.00 kolacja, kąpiel dla małej, leki, usypianie (przytulaski i smyranie po pleckach, gadanie na ucho, śmiechy, łaskotki i co nam jeszcze przyjdzie do głowy).
Od 20.00 mam jako tako czas dla siebie. Ale najczęściej padam wtedy na twarz i albo bezmyślnie siedzę przed tv albo klikam coś w sieci. No chyba, że papierki mnie wołają, to siedzę i piszę :/ Czasem szyłam, ale rzadko, bo mój łucznik głośnością dorównywał kombajnowi i wieczorem nie było jak szyć. Ale teraz mogę, bo Janomka jest cichutka jak myszka :)

Jeśli idę na popołudnie, hehe:

6.30 - pobudka i jak wyżej, jeśli potrzebuję auto, to odwożę małą i męża i wracam do domu, jeśli nie potrzebuję, to on sam ją odwozi.
Do 12.30 albo 9.30 albo 10.30 - w zależności od tego, na którą godzinę idę, robię coś w domu - porządki, itp. I tu wychodzi, dlaczego tam wyżej napisałam "hehe" - otóż zmiana poranna zaczyna mi się o 7 a popołudniowa o 10 :P Ale to i tak lepiej niż w poprzednim grafiku, kiedy zmiana popołudniowa jednego dnia zaczynała mi się o 8.30 :P
O 16.00 kończę i cała reszta leci jak poprzednio z tym, że w domu lądujemy koło 17.


Najfajniej jest w weekendy, bo nigdzie nie musimy być na czas i wtedy jest luźno, miło, spokojnie i plany jakoś się realizują same. Jeśli o mnie chodzi, to chciałabym, żeby moje miesiące składały się z samych weekendów :P Przynajmniej czasu na szycie miałabym więcej :)

czwartek, 17 lipca 2014

5 dni do lepszego bloga - dzień 4

Temat: Ulubiona książka/album muzyczny/film, do którego lubię powracać.

Temat - rzeka. Nie ma u mnie jednej ulubionej książki, jednego filmu, jednego albumu. Ale są autorzy, których czytam zawsze i namiętnie, są filmy oglądane po sto razy, są wykonawcy, których nowe albumy kupuję w ciemno i słucham aż do bólu :)


Miłością wielką darzę książki Paulo Coelho. Tytuł wybieram w zależności od nastroju, ale najbardziej wyczytane są dwie: "Alchemik" i "Piąta góra". Mam w nich nawet pozakreślane odpowiednie cytaty, które chwilami stawiają mnie na nogi. Ostatnio osobiście doświadczam mocy tych słów:

"I kiedy gorąco czegoś pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu."

Widocznie to, co ostatnio robię jest tym, co robić powinnam :)


Tu jest gorzej :) Nie jestem ukierunkowana na jeden gatunek muzyczny, słucham i muzyki klasycznej, i popu, i rocka, i metalu, i jazzu, i jeszcze wielu innych - wszystko w zależności od humoru. Ale ostatnio w odtwarzaczu siedzi płyta The Pianoguys. Dwóch mężczyzn z towarzyszami robią z wiolonczelą i fortepianem takie rzeczy, że szczęka opada. Polecam teledyski na Youtube - nagrywają je w takich miejscach, że słowo "niemożliwe" wypada ze słownika :P



W tym miejscu wychodzi ze mnie typowa baba :P Uwielbiam romantyczne filmy, szczególnie z Sandrą Bullock, Julią Roberts i Hugh Grantem. Ale moja wina, że oni tacy piękni?? :D I nieważne, że każdy film jest taki sam, według tego samego schematu - kocham je i już. A kiedy zaczynają mi się nudzić, zamieniam je na polskie komedie, też mogą być romantyczne.

środa, 16 lipca 2014

5 dni do lepszego bloga - dzień 3

Temat: 10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nie znoszę.

Trudne zadanie przede mną. Zaczynam pisać post już po północy, żeby mieć trochę czasu na uzupełnianie tej listy. Bo ostatnio tak naprawdę się nad tym nie zastanawiam. Jedno, co się nie zmienia, to punkt pierwszy z listy "Nie lubię" - od zawsze są to banany i miód. Ale inne rzeczy? No nic, spróbuję :)

Lubię:
1. Spędzać czas z rodzinką - przytulać się, gadać, grać w gry planszowe, zwiedzać - po prostu być :)
2. Zapachy, szczególnie te, które przywołują we mnie miłe wspomnienia. Las iglasty nagrzany letnim słońcem, powietrze po burzy, niemowlę natarte oliwką, kluski parowane z sosem grzybowym...
3. Leżenie na słońcu w lesie, kiedy promienie grzeją moją twarz, widzę nad sobą błękitne niebo i czubki drzew.
4. Uczyć się nowych rzeczy - studiować, poznawać, próbować, stwierdzać, że to mi nie pasuje a tamto wychodzi mi rewelacyjnie. Sprawdzać się w nowych zadaniach. 
5. Uczyć - stąd mój zawód. Chyba nawet nieźle mi to wychodzi :)
6. Jeść i gotować. Piec słodkości. Patrzeć, jak ostatni kawałek ciasta schodzi z blachy jeszcze ciepły, bo nie zdążyło ostygnąć :)
7. Szyć. Tworzyć dla mojej córeczki, która potem z dumą prezentuje nowe ciuszki i nieproszona mówi: "Mama mi uszyła".
8. Uciekać z domu raz na jakiś czas, żeby pobyć sama ze sobą. Rzadko się to zdarza, raptem kilka dni w roku, ale potrzebuję tego, jak ryba wody.
9. Nowe technologie. Ale to pewnie wynika z chęci poznawania nowych rzeczy.
10. Poranki z kawą na świeżym powietrzu. Wystarcza mi balkon, ogród z huśtawką do leżenia z kubkiem kawy jest jak na razie jedynym argumentem, by mieć dom.

Nie lubię:
1. Bananów i miodu. Traumy z dzieciństwa, nie do przejścia. Próbowałam, słowo daję, ale nie da się :) Już ślimaki lepiej smakują, chociaż przełknąć się też nie dały :) Ale przynajmniej pogryzłam :P
2. Psich kup na trawnikach i chodnikach. Nie lubię, to mało powiedziane - nienawidzę. I żal mi mojego dziecka, którego nie mogę wypuścić na trawnik przed domem i któremu nie pozwalam zimą robić aniołków na śniegu (no chyba, że gdzieś w głębokim lesie).
3. Sprzątać. Powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie :) Jest jednak wyjątek - mogę sprzątać, kiedy jestem sama w domu i nikt mi się nie plącze pod nogami, ale to się dzieje bardzo rzadko, więc generalnie jednak nie lubię :P
4. Prasować, bo to zbyt monotonne zajęcie :) Wyłączając z tego prasowanie podczas szycia, wtedy je kocham :P
5. Gdy ktoś budzi mnie wcześnie rano w wolny dzień. Gryzę wtedy i marudzę strasznie.
6. Papierkowej roboty. Chociaż wychodzi mi całkiem nieźle, ale robię ją tylko z nożem na gardle i spluwą przystawioną do skroni. Może dlatego mi dobrze wychodzi, adrenalina sprawia, że szybciej myślę :P
7. "Dobrych rad" otrzymywanych na ulicy od przypadkowych ludzi - najczęściej o tym, jak się powinnam zachować w stosunku do mojego dziecka. I tekstów tych samych osób, które mówią "jak nie pójdziesz z mamą, to cię zabiorę".
8. Dojrzewania mojego starszego dziecka. Niby pamięta wół, co robił te kilkanaście lat temu, ale i tak mnie wkurza jej zachowanie :P Trochę to jeszcze potrwa, więc może się przyzwyczaję :)
9. Hejterów. Błota i jadu wylewanego na innych wyłącznie z poczucia bezkarności, bo mam wrażenie, że "oko w oko" ludzie ci nie byliby już tak odważni.
10. Gdy mąż mówi: "Posprzątaj maszynę, chcę zjeść obiad przy stole" :P

No, jakoś poszło :) 


wtorek, 15 lipca 2014

5 dni do lepszego bloga - dzień 2

Temat: Dlaczego bloguję?

Sprawa ewoluowała. 
Początkowe założenie było takie: chcę mieć miejsce w sieci, gdzie będę chować sobie wszystko, co udało mi się zrobić. Wiele rzeczy robiłam na prezenty, zdarzało się, że po jakimś czasie już nie pamiętałam, co zrobiłam :) 
Kiedy blog zaczęło odwiedzać więcej ludzi zaczął służyć mi do podnoszenia samooceny - czekałam na te ochy i achy, że ładne, że piękne, że jak ty to robisz, itp. Starałam się robić jak najwięcej, żeby jak najwięcej zachwytów było :/
Potem przyszła depresja, blog zamarł. Na trzymiesięcznej terapii nauczyłam się m.in. tego, że nie mogę czekać na pochwały z zewnątrz, że pozytywna samoocena musi płynąć ze mnie, że to ja sama muszę się chwalić za to, co robię. Od tamtego czasu publikowałam posty, ale znowu na zasadzie pamiętnika moich poczynań. Jednak po jakimś czasie przeniosłam się na FB i blog ucichł na dobre. To wyzwanie jest ostatnią szansą, jaką sobie daję, ale po cichu liczę na to, że się uda :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

5 dni do lepszego bloga - dzień 1

Temat: Historia nazwy mego bloga.

Skoro Ula wyzwała, a ja chcę spróbować, to zaczynamy...

Nazwa bloga to sama prawda - całkowicie oddaje to, co się ze mną dzieje. Ja muszę coś robić, bo inaczej palce nie dają spokoju. W związku z tym poznałam już sporo różnych technik robótkowych. Kilka z nich doskonalę, kilka, np. scrapbooking czy quilling porzuciłam zaraz po poznaniu, bo to nie moja bajka. Sporo jeszcze stoi w kolejce :)
Na dziś palce są najszczęśliwsze, gdy szyją lub szydełkują. Co powstaje?

* organizer na krzesło,


* kopertówka, która może być kosmetyczką - szyta na IVDLWC ze Stefcią, prezent imieninowy dla mojej siostry,


* kosmetyczka z quiltingiem - szyta na IVDLWC, też ze Stefcią, zdjęcie od Leny,


* płaszczyk z króliczymi uszkami,


* spódniczka z bawełny z wielkimi kieszeniami,


* szydełkowe naszyjniki z lnianego sznurka, tu akurat z kawałkami masy perłowej,


* sznury koralikowe robione na szydełku.


A dzisiaj powstanie sukienka dla mojej Starszaczki, dość duże wyzwanie, bo i córa już dość duża a mi jak na razie małe formy wychodzą najlepiej. Ale ćwiczenie czyni mistrza, więc... do roboty :)

sobota, 12 lipca 2014

Ostatnia próba

Ostatnia, bo już prawie podjęłam decyzję o zamknięciu bloga. Ale zapisałam się na newsletter od Uli i doszłam do wniosku, że blogowi należy się jeszcze jedna szansa. Zatem podejmuję wyzwanie i spróbuję do wskrzesić. Mam teraz trochę czasu, wiadomo - wakacje, może się uda :)
Jeżeli ktoś chce także sprostać wyzwaniu Uli, klika na grafikę i się zapisuje :)

http://urszula-phelep.com/2014/07/wyzwanie-blogowe-lipiec-5-dni-do-lepszego-bloga/

Wyzwanie polega na odpowiadaniu na kolejne pytania przez 5 dni. Zobaczymy, jak mi pójdzie.

W kwestii bloga podczytuję także Agatę z Latającej Szkoły. I jeżeli jakoś pójdzie, to jej rady także wprowadzę w życie.

niedziela, 23 marca 2014

Oj, znowu mnie tu brakło...

...bo bywam na FB. I co tu dużo gadać - zapuściłam bloga. Zima jakaś za oknem, a tymczasem wcale nie przyszła. Posprzątać by tu trzeba, kurze zetrzeć. No to na dobry początek skrót a w następnych dniach wrzucę wszystko, czego nie opublikowałam tutaj.

1. Najnowsza pasja, która opanowała mnie zupełnie, to szycie. Niżej ostatnie dzieło, dla mojej małej modelki :)



Wykrój The Party Dress autorstwa The Cottage Mama.

2. Ostatni post o III DJWC a tymczasem szykuję się już na IV DLWC. Osobiście zapisuję się tylko na warsztaty szyciowe do Stefci. Mam zamiar rozwijać się w tym kierunku. Chętni na szycie i inne atrakcje wchodzą na stronę Kwiatu Dolnośląskiego (link wyżej) i zapisują się :)

3. Na moim profilu na FB rozdawajka - można zdobyć bawełnianą torbę na zakupy w wybranym przez siebie kolorze. Klikać w obrazek i pisać :)

https://www.facebook.com/pages/Od-Barboorki-Sw%C4%99dz%C4%85-mnie-palce/138422929680315



4. Torbę taką można zdobyć też w konkursie Matka wygodna też człowiek.

No to na razie :)




środa, 6 listopada 2013

III DJWC - szyjemy :)

Najpierw miało mnie tam wcale nie być, bo studia. Potem w planach był tylko jeden warsztat, w niedzielę popołudniu, przejazdem. Stanęło na tym, że pojechałam w sobotę popołudniu i wróciłam w niedzielę wieczorem. W sobotę wieczorem miałyśmy szyć maskotki w strojach ślubnych na akcję "Szyję - pomagam". Jednak zdążyłam zrobić tylko ciało lalki a i tak mi się nie podoba, bo przypomina wyglądem kulturystkę :D Tu jeszcze w wersji bez włosów. Trzeba jej będzie urwać te łapki, ściąć ramionka i doszyć od nowa, bo przecież laska nie może tak wyglądać :P


W niedzielę od rana, w doborowym towarzystwie - z Natalią i Basią - pod kierunkiem Stefci siadłyśmy do maszyn. Dziewczyny szyły torbę składaną i zapinaną w kostkę, ja rzuciłam się na patchworkową gwiazdę. Efekt przeszedł moje oczekiwania, chociaż Stefcia miała trochę inne zdanie na temat wykonania :) Kto chce, szuka błędu, Stefcia, jak chcesz - rysuj kółeczko wkoło tego paskudztwa :P


Po pierogach i krótkiej przerwie drugi warsztat, w większym towarzystwie. Nie obyło się bez prucia, bo jakby to było, jakby się wszyło rzepy odpowiednio za pierwszym razem? No nudno by było. A tak, to zaliczyłam dwa dodatkowe prucia, bo drugie wszycie - już w domu - też było z lekka nieprzemyślane :P Ale już za trzecim razem wyszło git :D

Najpierw gotowy "wyrób".



A pod spodem...


Właśnie tak, mój Łucznik doczekał się ubranka. Według projektu brakuje tu jeszcze kieszonek i poduszki na igły, mnie się marzy pikowanie, ale boję się zepsuć dość dobrą robotę :)

Więcej zdjęć z etapów tworzenia - u Stefci i na blogu Kwiatu Dolnośląskiego.






piątek, 1 listopada 2013

Były sobie stare mężowskie spodnie...

Leżały w szafie i czekały na lepsze dni. I dzień nadszedł. Przeglądając strony typu DIY szukałam tutoriali do szycia torebek. Znalazłam m.in. taką. Nożyczki poszły w ruch :D Tutek był inspiracją, uszyłam ją trochę inaczej, wyszła nawet pojemna torba. Ma podszewkę z czterema kieszeniami i magnesik zamiast zapięcia na guzik. Przećwiczyłam przy niej nową prujkę, po raz pierwszy naszywanie kieszeni i montowanie magnesu, znalazłam stopkę do wszywania zamków do mojej maszyny i złamałam igłę - i tak się dziwię, że na jeansie tylko jedną (zwykle przy skracaniu spodni łamię ze dwie). 

No to czas na zdjęcia.


Kieszonka na długopis.


 Magnesik :)


Najłatwiejsze za mną, teraz doszywanie uszu.


Gotowa na wieszaczku...


...i w łapkach modelki :D



A jutro zabiorę ją na III DJWC - jadę szyć :D Zdjęcia wkrótce.